Co może być pozytywnego w wypadku samochodowym? W dodatku, kiedy rozbijasz
samochód, który zakupiłeś niespełna dwa miesiące wcześniej, nie miałeś wykupionego
autocasco (a jedyne, co możesz zrobić z wrakiem, to oddać do kasacji), a w dodatku
uszkadzasz sobie kręgosłup? Ano może być wiele. Taki właśnie wypadek, jak opisany wyżej,
sprawił, że:
-
Zaczęłam dbać o kondycję i zdrowie. Uszkodzenie kręgosłupa w odcinku szyjnym dawało mi się ostro we znaki, a jedynym skutecznym środkiem zaradczym i przeciwbólowym okazały się ćwiczenia fizyczne (dość intensywne). Poza oczywistym pozytywem przeciwbólowym, moja sylwetka wygląda obecnie lepiej, niż kiedykolwiek, w wieku 31 lat i po dwóch ciążach mam ciało zdecydowanie lepsze, bardziej kształtne i jędrne, aniżeli kiedy miałam lat 18. Mam kondycję, której niejeden może mi pozazdrościć (co jest dość istotne przy dwójce maluchów i braku windy, a dalej poruszamy się wózkami dziecięcymi).
-
Nauczyłam cieszyć się z małych rzeczy. I nie zwracać uwagi na sztuczne problemy. Tak, większość problemów tworzymy sobie sami i tak naprawdę nie są to żadne problemy. Raczej nasze wariacje na temat jakichś tam trudności. Ale nie są to prawdziwe problemy. Zachwyca mnie słoneczna pogoda, w deszczu chce mi się tańczyć. Ten deszcz to takie błogosławieństwo natury! Sprawia, że przyroda odżywa, że wszystko rośnie, a my tak nie doceniamy tego cudu... Cieszy mnie każdy uśmiech moich dzieci, cieszy mnie gołąb na parapecie... Cieszy mnie wszystko, co mnie otacza i ma chociażby minimum pozytywnego wydźwięku.
-
Nauczyłam się śmiertelności. A raczej zdałam sobie z niej sprawę. Gdy jesteśmy młodzi, jakoś nieszczególnie interesuje nas śmiertelność. Ba! W swoim (naiwnym, skądinąd) mniemaniu, jesteśmy nieśmiertelni! Tak, kiedyś każdy umrze, tak, na coś trzeba umrzeć... Ale jakoś nigdy nikt nie pomyśli o sobie. Że może umrzeć. I to w każdej chwili. I w głupi sposób... Spod pióra Paulo Coehlo w książce Weronika postanawia umrzeć padają piękne słowa: To świadomość śmierci pobudza nas do życia.
- Poprawiły się moje relacje z osobami, z którymi miałam nie do końca wyjaśnione sprawy. Świadomość, że pewne kwestie mogły już na zawsze (w tym życiu) pozostać otwarte, zdecydowanie otworzyły pewnym osobom oczy. Mi także.
Co może być pozytywnego w chorobie? Jakby poszukać dogłębnie, to i tutaj coś się
znajdzie. Szanowne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz pisał
Kochanowski w jednej ze swoich fraszek. To choroba nas zatrzymuje i zmusza do zmiany.
Perspektywa zażywania insuliny (a tę wątpliwą przyjemność już przerabiałam w pierwszej
ciąży) tak skutecznie oduczyła mnie używania cukru, że zmieniłam całkowicie swój sposób
odżywiania. Efekty?
-
Zdrowie. To przede wszystkim. Glikemia sama się wyrównała.
-
Sylwetka. Zrzucone kilogramy i wymiana całej garderoby jak najbardziej na plus. A właściwie na minus- minus 4 rozmiary i kilkaset złotych. Ale za to jaka frajda!
-
Więcej energii. Zdecydowanie odstawienie cukru zmniejszyło moje zapotrzebowanie na sen i zwiększyło poziom witalności.
-
Smaki. Odkryłam je na nowo. Bez cukru, już po dwóch tygodniach, poczułam wszystko znacznie intensywniej. I smaczniej.
-
Ładniejsza cera, włosy i paznokcie. Ogólnie lepsza kondycja wizualna (i nie tylko!) całego organizmu.
I tak można ze wszystkim. Ktoś odszedł? Pobłogosław. Ciesz się, że miałeś taką osobę przy
sobie. Ciesz się z czasu, który był wam dany. We wszystkim doszukuj się pozytywów. Jak to
śpiewał Muniek Staszczyk z zespołu T.Love: Bądź pozytywnym wojownikiem, kiedy na ringu
zostajesz sam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz