poniedziałek, 20 maja 2019

10. Przygotuj czarny scenariusz


Zwykłam być pesymistyczną optymistką. Taką drogę obrałam zaraz po pierwszym porodzie i początkach macierzyństwa. Jeszcze przed ciążą wyimaginowałam sobie idealny poród naturalny, rodzinny, bez ingerencji medycznych. Życie szybko zweryfikowało mój (jakże naiwny!) plan. Końcówkę ciąży przeleżałam na oddziale patologii ciąży, a poród musiał być indukowany. Zaufałam lekarzom. Nie słuchałam swojej intuicji, chociaż po pierwszej nieudanej indukcji powiedziałam, że to i tak się skończy cesarką. Skończyło się oczywiście cięciem, ratującym życie moje i dziecka. Potem przyszedł czas na słodko- gorzkie macierzyństwo. Chciałam odpocząć, miałam nad głową sępa z dobrymi radami, próbującego mi wyrywać dziecko i nim rozporządzać. Moje ostre postawienie się skończyło się niemniej ostrą awanturą.

Przed drugim porodem byłam już mądrzejsza. Miałam opracowany cały plan, na wypadek, gdyby coś poszło nie po mojej myśli- nic jednak takiego się nie stało. Miałam w jednym palcu kartę praw pacjenta- jednak wiedza okazała się w tym przypadku zbędna. Cesarka na życzenie, bez mrugnięcia okiem, wspaniała opieka. Po powrocie do domu spokój. Nikt mi tyłka nie zawracał, chociaż w głowie miałam przerobione wszystkie możliwe scenariusze „na wypadek, gdyby”. I tutaj dochodzę do meritum: nieważne, czy przerobisz lekcje w głowie, czy „na żywo”. Ważne, abyś je przerobił. Efekt będzie taki sam. Te sytuacje się nie zdarzą. Dlatego zawsze, ale to zawsze, przygotowuję się na jakiś kwas, przygotowuję się na najgorsze. A potem miło się zaskakuje. Oczywiście z tyłu głowy mam też optymistyczny scenariusz, ale najpierw przerabiam wszystkie możliwe czarne przebiegi zdarzeń. Ot tak, na wszelki wypadek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz