sobota, 18 maja 2019

8. Energia zawsze się manifestuje


Ostatnimi czasy modne stało się określenie  prawo przyciągania. W najkrótszym założeniu pokazuje ono, że przyciągamy to, o czym myślimy, a dokładniej to, co czujemy. Im lepiej się czujemy, tym więcej przyciągamy pozytywów- sytuacji, ludzi, rzeczy materialnym. Im gorzej się czujemy, tym przyciągamy więcej negatywów. I coś w tym naprawdę jest.

Przewlekły stres jest czynnikiem chorobotwórczym i jest to niepodważalne i udowodnione naukowo. A jednak na swoim przykładzie wiem, że stres i żale potrafią zamanifestować się w najmniej oczekiwanym momencie i w najmniej spodziewanym zwrocie akcji. Miałam dość ciężkie dwa lata. Dwa lata pełne żalu, goryczy i złości. Wzięłam na siebie dużo, dużo za dużo. Mój kręgosłup moralny i mentalny wielu obciążeń i psychicznych, i fizycznych już nie dawał rady dźwigać. A jednak dalej ciągnęłam to, resztkami sił. I wówczas, u kresu wytrzymałości fizycznej i psychicznej zdarzył mi się dość poważny wypadek samochodowy. Wypadek, w którym w kategorii cudu kwalifikuję fakt, iż wyszłam z rozbitego auta na własnych (chociaż ostro posiniaczonych i stłuczonych) nogach. Wypadek, w którym… uszkodziłam sobie kręgosłup. Oczywiście można zwalić to na przypadek. Oczywiście można powiedzieć, że po prostu miałam pecha (jak określił to policjant). Ale dziwnym trafem, właśnie po tym wypadku, wszystko zaczęło mi się układać. Właśnie ten wypadek zmusił mnie do zadbania w końcu o siebie- o swoje ciało i duszę. O umysł i psychikę. Od tego niefortunnego zdarzenia nauczyłam się patrzeć na świat i ludzi pozytywnie. Ot, ciekawostka- trafiam na same sympatyczne osoby, które idą mi na rękę. Trafiam zawsze idealnie na zielone światła i puste miejsca parkingowe. Wyszukuję idealnie to, czego chcę. Tak, jakby Wszechświat mi zsyłał to, co jest aktualnie mi potrzebne. Jakby się dostrajał energią. Pozytywną energią…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz