Pewnego pięknego, wiosennego dnia postanowiłam, że oto- od jutra (to magiczne jutro!) będę wstawała o 4:30. A najlepiej o czwartej, równo. Codziennie, z uporem maniaka, o godzinie czwartej, potem pół godziny później… wyłączałam budzik i smacznie spałam dalej do tej szóstej, czy siódmej. Czy mierzyłam siły na zamiary? Niekoniecznie. Z jednej strony mam ten luksus, że przebywam obecnie na urlopie macierzyńskim (kto w ogóle określił ten czas jako urlop?!). Z drugiej strony wieczorem, kiedy dzieci śpią, lubię zająć się swoimi sprawunkami. Trzeba posprzątać, by rano wstać w czystym domu i nie denerwować się, że zaraz coś wypadnie, żeby nic mnie nie rozpraszało podczas porannego treningu, żeby w końcu nie dostać depresji w bałaganie… Wypadałoby poczytać, popisać, pomalować, porysować… Jest tyle rzeczy do zrobienia, a tak mało czasu (chociaż i czas pojęciem jest względnym). Do czego zmierzam: jestem sową, typową sową. I zawsze nią byłam. Zawsze lubiłam siedzieć po nocach, wykorzystywać maksymalnie energię, którą w tej porze doby mam na naprawdę wysokim poziomie, by potem rano potykać się o własne nogi. I o ile mój organizm snu za wiele nie potrzebuje (około sześciu godzin), o tyle wieczorem, przed 22 nie mam szansy zasnąć. Nawet, jeśli dzień był niesamowicie aktywny, a ja sama wstałam w okolicach piątej nad ranem. W pewnym momencie moja obsesyjna chęć wstawania o czwartej nad ranem zaczęła mi dezorganizować wieczory- tak bardzo chciałam mieć czas dla siebie z samego rana, że zapomniałam, iż mam go wieczorami. Taki paradoks.
Powoli, małymi kroczkami, doszłam do wniosku, że moja chora ambicja nie ma sensu. Że skoro i tak mogę zorganizować tak dzień, żeby zdążyć ze wszystkim- to jaki to ma sens, żeby dostosowywać się do organizacji dnia wyznaczonej przez… no właśnie, kogo? Nie twierdzę, aby spać do południa. Nie zakładam, aby iść na spoczynek nocny o dziewiętnastej, Twierdzę, że należy słuchać swojego organizmu. Należy wyłapać, kiedy mamy najwięcej energii. Organizm sam wie najlepiej, czego potrzebuje i powinno się dostosowywać do jego potrzeb. Ciało samo wie, kiedy potrzebuje pożywienia, wie, kiedy potrzebuje napojenia. Tak samo wie, kiedy ma spadki i wzrosty energii. Słuchaj swojego ciała. Słuchaj swojego wewnętrznego głosu. Szanuj siebie i swój organizm, a on sam się tobie odwdzięczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz